CHINY: Shangri-La la land

Do Shangri-La dotarliśmy późnym popołudniem, okropnie wygłodniali (wyruszyliśmy z naszej wioski pod Meili Mountain około 10 rano i wszystkie miejsca które odwiedziliśmy były totalnie puste). Na specjalne życzenie Michao, oto mapa naszej podróży do tej pory:

Tak więc pierwszą  pilną rzeczą do załatwienia  po dotarciu do naszego hostelu było JEDZENIE. Niestety, nasz hostel okazał się tak niesamowity że trochę się ociągałam z opuszczeniem naszego pokoiku żeby zrobić kilka fotek póki jeszcze było jasno:

::: Kiedy twój hostel okaże się lepszy niż na zdjęciach w interentach :::

::: Spanie w tykich miłych okolicznościach specyficznej architektury Shangri-La kosztowało nas tylko ~50zł za pokój! :::

Moim skromnym zdaniem malutki zimny hostel w prawdziwym Shangri-La był o wiele bardziej klimatyczny niż  ***** hotel z sieci Shangri-La. 

::: Główna świątynia, której bok widać było z naszego okna :::

::: Jak, który wyglądał jakby się zgubił 🙂 :::

W tej miejscowości spędziliśmy mniej niż jeden dzień. Przyjechaliśmy późnym popołudniem a samolot do Kunming mieliśmy już następnego dnia rano. Mimo to fajnie było przejść się uliczkami mroźnego miasteczka i próbować porówywać go z książkowym pierwowzorem.

::: Hipsterska kawiarnia z WiFi i goframi – pierwszy znak, że Shangri-La może nie być spokojnym, odosobnionym klasztorem, o którym czytałam w książce… :::

::: Urokliwe uliczki Shangri-La :::

::: Widok z restauracji -wierzcie lub nie wybraliśmy… tureckią knajpę😛 :::

::: Shangri- La nocą nabiera zupełnie nowego magicznego klimatu … ::::

Jak może zauważyliście, stare miasto zostało przekształcone  w sklepy z pamiątkami/rękodziełem, kawiarnie i restauracje.. Mimo, że podświetlone domki są niezaprzeczalnie bardzo piękne, czuć że to wszystko jednak było zrobione pod turystę.  I tu niespodzianka,  tajemnicze Shangri-La to tak naprawdę Zhongdian , które zmieniło swoją  nazwę zaledwie kilkanaśnie lat wcześniej aby … zgadliście- przyciągnąć turystów.  Skąd wzięła się ta legendarna nazwa i dlaczego jest tak legendarna  postaram się opowiedzić w kilku akapitach i kiku zdjęciach wspinaczki po schodach tej kolorowo oświetlonej świątyni poniżej * ->

Wyobraź sobie tajemniczy Buddyjski klasztor, wysoko w niedostępnych górach Azji, gdzie ludzie wyrzekli się materializmu i przemocy a mnisi oprócz kolekcji dziedzictwa światowej kultury strzegą też …sekretu nieśmiertelności.  Ta utopijnej sceneria to Shangri-La, stworzona przez pisarza Jamesa Hiltona w jego powieści “Zagubiony horyzont” z 1933 roku. Główny bohater, brytyjski dyplomata, niespodziewanie znajduje się w tej mistycznej dolinie wbrew swojej woli, ale wkrótce uświadamia sobie wyjątkową okazję by odnaleźć spokój od konfliktów i problemów jego świata…

A problemów i konfliktów człowiek z czasów owej publikacji doświadczał sporo. Świat właśnie przeszedł niewyobrażalną rzeź I wojny światowej, a po katastrofie na Wall Street w 1929 roku doznał załamania gospodarczego i masowego bezrobocia. Był to również czas rosnącej popularności Hitlera i Mussoliniego, z perspektywą kolejnej, jeszcze większej wojny na horyzoncie. Nic dziwnego, że publiczność tak chętnie przyjęła eskapistyczną fantazję o zagubionym świecie pokoju, cywilizacji i piękna.

Tymczasem Tybet był nadal niemal mitycznym miejscem dla większości ludzi Zachodu. Bardzo niewielu z nich dotarło na”dach świata”, a jego granice z Indiami i Nepalem dopiero zaczynały być eksplorowane. Wielu ludzi nadal wierzyło, że tybetańscy lamowie mają nadprzyrodzone moce, mogą lewitować i czytać w umysłach lub przewidzieć przyszłość. “Zagubiony Horyzont” stał się natychmiastowym bestsellerem i a na jego podsawie legendarny reżyser Franka Caprna nakręcił film o tym samym tytule.  Atrakcyjność Shangri-La była tak silna, że przetrwała próbę czasu: powstała sieć hoteli o tej samej nazwie, film doczekał się remaka, a książka pozostaje w druku.

W ostatnich dziesięcioleciach wzrosło zainteresowanie wyśledzeniem “prawdziwego” Shangri-La.  W 2001 r. miasto Zhongdian w prowincji Yunnan posunęło do tego, że oficjalnie zmieniło nazwę na Xianggelila (Shangri-La). Nie przeszkodził im fakt, że książkowa lokalizacja Shangri-La jest niejasna, ani też to że conajmniej kilka obszarów południowo-zachodnich Chin w prowincji Yunnan i Syczuan, cytując fragmenty książki Hiltona twierdziły, że to właśnie one były dla niego inspiracją.

Z książki możemy doczytać się tylko kilku szczegółów – wiadomo że Shangri-La jest żyzną doliną gdzieś w Himalajach, odciętą od świata zewnętrznego przez wysokie góry i jest miejscem klasztoru, praktykujego mieszankę Buddyzmu i chrześcijaństwa. Jednym z najbardziej wyrazistych obietków w książce jest majestatyczny szczyt Karakal, górujący nad doliną Shangrila. Karakal mógłby być odniesieniem do Karakoram, wschodnim obszarze Himalajów, który w 1930 roku właśnie otwierał się na zachodnich odkrywców, jednak sam Hilton w Himalajach nigdy nie był.

Dla głównego źródła inspiracji dla Shangri-la, powinniśmy zwrócić się do artykułów austriacko-amerykańskiego odkrywcy, Josepha Rocka. W czasach, gdy Hilton pisał “Zagubiony horyzont”, ten ekscentryczny botanik opublikował właśnie serię niesamowitych relacji z jego podróży po południowo-zachodnich Chinach, w magazynie National Geographic. Wykorzystując wioskę pod Lijiang jako swoją bazę, Rock odbył długie wyprawy w odległe zakątki Yunnan i Syczuan, spędzając miesiące na zbieraniu roślin, robieniu zdjęć, tworzenia map i zapisywaniu stylu życia wielu różnych mniejszości etnicznych żyjących w tych odległych wyżynach. Jego relacje z podróży sprawiły, że stał się gwiazdą na Zachodzie, a jego artykuły – prawdopodoną bazą do “Zagubiongo horyzontu”.

Jest wiele paraleli między faktycznymi opisami Rock’a a fikcyjną prozą Hiltona. W czasie podróży Rock opisywał przemożne poczucie izolacji, które odczuwał podczas swoich podróży:

“Żadnych perspektyw, w żadnym kierunku!“, napisał w swoim artykule dla National Geographic z 1929 roku. “Tutaj ludzie żyją i umierają bez najmniejszej wiedzy o świecie zewnętrznym! Jakże dręczące dla nich musi być pogrzebanie żywcem w tych rozległych kanionach. A może są bardziej szczęśliwi z tego powodu? “.

“Tutejszy krajobraz jest przytłaczająco ogromny.  Prawdopodobnie nieporównywalny z żadnym miejscem na świecie, pozostający terenem zamkniętym od stuleci, z wyjątkiem dla kilku uprzywilejowanych, którzy nie przejmują się pełzaniem jak mrówki przez kaniony tropikalnego gorąca w górę lodowców i przełęczy przez oślepiające burze śnieżne, niosąc swe pożywienie ze sobą”*

*trochę jak my w Wąwozie Skaczącego Tygrysa (ok, minus burze śnieżne;) )

Ale znalezienie w artykułach National Geographic jednej lokalizacji na mapie, która miała być pierwowzorem dla Shangri-La nie jest już tak oczywiste… Weźmy na przykład świętą górę Karakal. Hilton opisuje ją w słowach podobnych do tych, które były używane przez Josepha Rock’a na widok góry Konkalingu w Jambeyang, w prowincji Syczuan. Interesujące jest to, że w swojej relacji na temat Konkalingu Joseph Rock wspomina także o odciętym od świata zewnętrznego klasztorze. Powodem nie była jednak fizyczna izolacja a raczej miejscowi bandyci, którzy mimo bycia pobożnymi wyznawami buddyzmu, mordowali każdego, kto odważyłby się postawić stopę na ich terytorium. Inną górą wspomnianą w raportach wyprawy Josepha Rock’a jest słynna Góra Kawakarpo (znana również jako Meili Snow Mountain, którą mieliśmy okazję zobaczyć na własne oczy). Okolica Kawakarpo zawiera też inny istotny element historii “Zagubionego horyzontu”: francusckiego mnicha. W książce, klasztor Shangri-La jest nadzorowany przez wysokiego lamę, który okazuje się być długowiecznym francuskim duchownym, Pere Perrault. W swoim artykule na temat Kawakarpo Joseph Rock opisuje, jak poznał francuskiego księdza Pere… Davida w wiosce Cizhong, który zamieszkał  pod Kawakarpo po traumie pierwszej wojny światowej.

Wiosce pod Meili Mountain brakuje jednak okazałego, niedostępnego klasztoru. Ciekwaym miejscem, które może być pod tyw względem podobne do Shangri-La, jest Muli, w prowincji Syczuan – otoczone murem miasto buddyjskich świątyń mieszczących około 700 lamów. Rock odwiedził klasztorne miasto Muli kilka razy w latach dwudziestych i trzydziestych, kiedy było one stolicą odizolowanego teokratycznego królestwa. Okręgowi Muli przewodniczył tybetański regent Chote Chaba, który w tym czasie był uważany zarówno za miejscowego króla, jak i wysokiego lamę. Rock zaprzyjaźnił się z władcą Muli, i był oszołomiony ekscentrycznością tej postaci. W rozmowach z Rockiem król przyznał, że niewiele wie o świecie zewnętrznym. Król był przekonany, że mógłby bez problemu dojechać konno do Waszyngtonu, lornetka może przejrzeć przez góry, a burzowe grzmoty były spowodowane smokami ryczącymi w chmurach. Chote Chaba zachował także kilka przedmiotów kultury zachodniej, które tam zawędrowały. Ponoć miał pokój pełen niewykorzystanego sprzętu fotograficznego i zachodznich książek. Ponoć pokazując Rockowi kilka stron z ilustracajmi dla dzieci, zapytał go czy na Zachodzie naprawdę są zwierzęta, które potrafią mówić 🙂 .

Czy Hilton czerpał inspirację z opisu Muli? Rock stwierdził, że jest to spokojne miejsce pośród anarchii i bandytyzmu, które istniały wówczas w zachodnich Chinach. Król zawarł umowy z sąsiadującymi bandytami, pozwalając im schronić się i przejść przez jego terytorium bez przeszkód, w zamian za powstrzymanie się od przeszkadzaniu obywatelom Muli. Nie dotarliśmy do klasztor Muli osobiście ale podobno wciąż utrzymuje się tam atmosfera izolacji, dzięki braku atrakcji turystycznych w postaci gór czy jezior.

Jest wiele miejsc w Chinach, które luźno przypominają tę zagubioną utopię, ale legendarny Shangri-La istniał tylko w głowie Jamesa Hiltona.  “Chińskie” Shangri-La do którego dotarliśmy daleko było do opisów z książki, choć niewątpliwie jest to niezwykłe i piękne miejsce. Ciekawa jestem jednak, jak wyglądało przed wszystkimi nastawionymi pod turystę renowacjami. Być może zanim dostało swoją chwytliwą nazwę bliżej mu było do swojego cichego, tajemniczego wzorca?

Darmowa rada: aby poczuć klimat książkowego Shangri-La, będąc w tym regionie postaraj się odwiedzić pobliskie wioski,  które nie miały okazji się tak mocno zmodernizować … jeszcze.

:::: Michao uśmiech! ::::

::: Domowe wino i jogurt z mleka Yaka ::: 

::: Pożegnalne drinki w lodowatym barze zanim wrócimy do naszego lodowatego hostelu :::

W następnym odcinku- ostatnie podrygi przed powrotem do Singa – czyli Kamienny Las pod Kunming 😀


*źródło: In the Footsteps of Joseph Rock, Micheal Woodhead

Follow:
udostępnij

Komentarzy: 3

  1. Marzec 6, 2018 / 2:20 pm

    Super ekstra czad! Jest klimat 🙂

  2. Jola
    Marzec 17, 2018 / 3:50 pm

    Fantastyczne zdjęcia! Podziwiam wytrwałość 🙂

  3. Jola
    Marzec 17, 2018 / 3:52 pm

    Fantastyczne zdjęcia! Macie talent do wyszukiwania pięknych miejsc. Świat jest piękny i naprawdę fascynujący!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *