SUMATRA | dzikie orangutany, dżungla i wioseczka Bukit Lawang… w 1 dzień

Zobaczenie orangutanów na wolności marzyło mi się już od pewnego czasu. Można to zrobić w kilku miejscach na Borneo lub Sumatrze, ale Bukit Lawang jest jednym z najłatwiejszych (i najtańszych) do dostania się. Wystarczy krótki lot z Singapuru do Medan i kilka godzin jazdy samochodem, aby znaleźć się w samym środku dżungli na Sumatrze:

Jedyne, co wcześniej zorganizowaliśmy, to przelot i zakwaterowanie na 1 noc*. Yup- 1 (jedną!) noc :). Z założnia miał to być krótki i intensywny wypad weekendowy. Wyruszyliśmy w sobotę rano żeby dotrzeć do Bukit Lawang późnym wieczorem. Całą niedzielę spędziliśmy na miejscu a wyjechaliśmy tego samego dnia około północy, aby po całonocnej podróży, w poniedziałek rano wrócić do pracy w Singapurze! 🙂

* Przejazd z lotniska w Medanie i trekking po dżungli pozwoliliśmy sobie zorganizować przez nasz hostel **

**Polecam! On The Rocks to kilka dwu-osobowych bungalowów pośród dżungli, tuż obok wioski, a właściciele są bardzo mili (pytajcie o zniżki na trekking;) )

Jeśli ciekawi was budżet takiej wyprawy, my za wszystkie te przyjemności zapłaciliśmy odpowiednio (za osobę):

  • przelot z Singpuru: ~200PLN, domek w dżungli: ~27PLN, przejazd samochodem z Medanu (w obie strony): ~82PLN, 1-dniowy trekking: ~178PLN


I. WELCOME TO THE JUNGLE!

Startując z Bukit Lawang możesz zrobić różne trekkingi po dżungli, w zależności od tego ile masz czasu (opcje to od 3 godzin do 3 tygodni). My wybraliśmy się na 1-dniowy “Trekking Kurczaka” (standardowa cena za osobę to 45 euro, w tym profesjonalny przewodnik, pozwolenie, świeże owoce i lunch). Wycieczka rozpoczyna się o 9.00 rano (oficjalnie, bo dla nas zaczęła się ‘mniej więcej po śniadaniu jak już wszyscy się wygrzebali”) i trwa około 5 godzin. Powiedziałbym, że wymagany poziom sprawności to średni – tempo jest dość szybkie, a dżungla nie jest płaska (niespodzianka!), więc trzeba wspinać się w górę i w dół przez las.

Zazwyczaj nie lubię być prowadzona przez przewodników ale tutaj dżungla jest gęsta i nie ma wyraźnego „turystycznego”szlaku.

::: Nasz lokalny przewodnik od czasu do czasu zatrzymywał się żeby pokazać nam drzewo, małpę albo ptaka :::

::: Thomas Leaf Monkey, małpka endemiczna dla północy Sumatry! Widzieliśmy ich całe bandy nie tylko w dżungli, ale też później w wiosce :::

Dżungla, Thomas Monkeys i gigantyczne mrówki były fajne, ale właściwy powód dla którego tu przybyliśmy to ci goście :

Znane z charakterystycznego czerwonego futra, orangutanynajwiększym ssakiem nadrzewnym,  Długie, potężne ręce i chwytające dłonie i stopy pozwalają im  z łatwością poruszać się po gałęziach. Te niezwykłe małpy dzielą z nami 96,4% genów i są wysoce inteligentnymi stworzeniami.

Nazwa orangutan oznacza “człowiek z lasu” w języku malajskim.  Żywią się dzikimi owocami, takimi jak liczi, smaczeliny(?) i figi, a wodę wysiorbują z dziur w drzewach.  W nocy śpią w swoich nadrzewnych gniazdach, a w ciągu dnia odpoczywają (całkiem fajny lifestyle, prawda?). Dorosłe orangutany mogą ważyć nawet 90 kg.

Orangutany borneańskie i sumatrzańskie różnią się nieznacznie wyglądem i zachowaniem. Orangutany sumatrzańskie mają dłuższe owłosienie na twarzy i podobno bliższe więzi społeczne niż ich kuzyni z Borneo. Orangutany borneańskie za to częściej schodzą z drzew i poruszają się po ziemi. Niestety oba gatunki doświadczyły gwałtownych spadków w populacji. Jeszcze sto lat temu orangutanów było ponad 230 000, tymczasem szacuje się że obecnie orangutanów borneańskich jest a około 104 700 (zagrożone) a sumatrzańskich tylko 7 500 (krytycznie zagrożone) [źródło i więcej o orangutanach]

Moim największym zaskoczeniem było, gdy po śniadaniu nie mogąc się doczekać wymarszu w głąb dżungli, zastanawiałam się, czy będziemy mieć farta żeby zobaczyć przynajmniej jedenego dzikiego orangutana. Wtedy mój kolega, niewzruszony, stwierdził, że spoko, on już jednego widział niedaleko naszych bungalowów! Popędziliśmy na miejsce a tam … mama orangutan ze swoim maluszkiem! Popatrzyła na nas, zgarnęła swoje bobo i jak gdyby nigdy nic poszła sobie dalej w dżungle (bobo bardziej się turlało niż szło – co udokumentowałam na moich insta story highlights). To było jedno z najbardziej niesamowitych momentów w stylu “właśnie-dlatego-podróżujesz” 😀 .

Po tym epizodzie spotkaliśmy jeszcze kilka innych małp.  Przewodnicy dobrze znają orangutany żyjące wokół Bukit Lawang i wiedzą gdzie je znaleźć. Widzieć je z tak bliska w ich naturalnym środowisku bez płotów i klatek było dosyć magicznym doświadczeniem.  Orangutany z natury są przyjazne, ale kiedy napotkaliśmy ogromną samicę która zeszła do nas z drzewa, kazano nam zachować większy dystans. Ponoć Mina słynie z agresywności w stosunku do ludzi*, więc przewodnicy przekupują ją bananami**.

* nie bez powodu- Mina ma złe wspomnienia związane z ludźmi.  Jako mała małpka była przymusowo odłączona od matki i trzymana w niewoli, gdzie nie była dobrze traktowana (więcej tutaj).

** jest to jedyny wyjątek – przewodnicy nie karmią zwierząt w dżungli żeby ich nie udomowić – widzieliśmy za to jak nasz przewodnik nakarmił siebie gigantyczną mrówką wzbudzając podziw u chłopaków i piski obrzydzenia u dziewczyn.

::: Mama orangutan i jej bejbi:::

::: Przerwa na owocki :::


II. TUBE-RAFTING

Trekking kończy się, gdy dojdziesz do rzeki:

Za dodatkowe 10 euro, możesz spłynąć do wioski na pontonach (opcjonalnie). To nie tylko superzabawa, bo rzeka jest momentami bardzo porywista ale też okazja żeby zobaczyć i podziwiać dżunglę z zupełnie nowej perspektywy. Jak wygląda taki spływ widać przez kilka sekund mojego filmiku (klik).

Widok z pontona:

::: Przybycie do wioski i koniec przygody w dżungli -chlip:::

::: Wioseczka Bukit Lawang :::


III. WIECZoRny spacer po wiosce BUKIT LAWANG

Nie mając nic innego do roboty, poszliśmy przejść się po wiosce, podpatrzeć jak żyją lokalsi.

:::Budka z Bakso – głownego powodu dla którego Michao podróżuje do Indonezji :::

::: ‘pyszne’ Bakso w całej okazałości :::

::: Romantyczne widoczki :::

::: Mosty! Najbardziej widowiskowe i przerażające obiekty w wiosce – nie tylko nie wyglądają zbyt solidnie ale też trzeba patrzeć pod nogi, bo często brakuje nawet kilku kładek pod rząd, a dno rzeki kilka metrów poniżej jest płytkie i kamieniste:::

::: Zmierzch w wioseczce :::

Nadal nie mogę uwierzyć, że zrobiliśmy to wszystko w ciągu 1 dnia! Nie taki kiepski pomysł na weekend, prawda …?

Krótki filmik z wyprawy: 

 

Follow:
udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *