Hawaje- podróż za jeden uśmiech, czyli jak spędziłam 2 tygodnie Couchsurfując przez Stan Aloha

::: Są 2 główne typy podróżowania:  w poszukiwaniu wygody i spokoju albo wręcz przeciwnie- dreszczyku emocji i przygód. To własnie z tym drugim, w zamian za wyjście ze swojej strefy komfortu w pakiecie dostajesz najlepsze historie do o powiadania;) :::

Mój wypad na Hawaje zaczął się jak zwykle od kupienia tanich biletów ‘na żywioł’  z duuużym wyprzedzeniem, bo w okolicach tej daty miałam konferencję naukową w Honolulu.  Nie spodziewałam się jednak turbulencji życiowych które w międzyczasie wywróciły moje życie do góry nogami. Jako że na smutki najlepiej mi zawsze robi ambitne wyzwanie i wyjście ze swojej strefy komfortu, stwierdziłam że to doskonały czas na danie Couchsurfingowi drugiej szansy.* 

Couchsurfing to portal społecznościowy który łączy podróżników z lokalsami- używany głównie do  zorganizowania zakwaterowania (tytułowego coucha,czyli kanapy) ale tez spotkań/eventów w danym mieście czy nawet aktualnych porad/zapytań apropos danego miejsca. Zwykle ludzie ,którzy oferują swoje kanapy sami podróżują i korzystają z kanap innych. W teorii masz więokazję zatrzymać się u kogoś za kompletnie darmo ale też możesz poznać osobę o podobnym, podróżniczym podejściu do życia i mnóstwem ciekawych historii do opowiedzenia. Taki lokals powie ci gdzie jest najlepsza kawa, jak się dostać na zamknięty szlak wspinaczkowy albo gdzie sa najlepsze nieturystyczne miejsca w okolicy.  Jest to jedyna w swoim rodzaju okazja by doświadczyć jak wygląda prawdziwe życie w danym miejscu. Ale! CS to nie darmowy hotel, to doświadczenie. Musisz pamiętać że jesteś gościem i twój pobyt będzie mocno zależał od nieznajomego u którego mieszkasz.  A to dlatego że zwykle oprócz miejsca do spania hości oferują znacznie więcej- swój czas i towarzystwo (w dobrym i złym tego słowa znaczeniu o czym ponizej).

*ostatni raz próbowałam Coucha w Australii i nie skończyło się to najlepiej…


Kanapa nr 1:  Honolulu, Wyspa Oahu

Moim pierwszym hostem miał być Nikodem, mieszkający w Honolulu od kilku lat, rozwijający swoją firmę turystyczną (polecam-klik!). Nie wiedziałam czego się spodziewać bo już dawno nie używałam CS, więc poprosiłam Niko o przechowanie mnie przez 2nocki, a na resztę planowanego pobytu w Honolulu zabukowałam hostel.

Przybyłam do Honolulu wczesnym rankiem, po 14h lotu, z ostatkami baterii w telefonie. Na szczęście wystarczyło żeby śledzić położenie mojego busa na mapie* .  Nikodem napisał mi dzień wcześniej swój dokładny adres i instrukcje gdzie znajdę klucz, bo on już o tej porze będzie w pracy (specjalna skrzynka pocztowa na parterze, nie pytać portiera;)). Nie wiem czemu ale byłam zdumiona że wszystko idzie tak gładko-  wysiadłam na dobrym przystanku, znalazłam wieżowiec i wspomnianą skrzynkę, kod do skrzynki zadziałał i klucze faktycznie tam były. Zadowolona z sukcesów wjechałam windą na odpowiednie piętro, podeszłam do odpowiednich drzwi a tam…ogromny zamek z kodem do wklikania… Spróbowałam kod z dołu – nic. Włożyłam klucz do zamka i spróbowałam przekręcić-nic. W międzyczasie bateria w telefonie oczywiście padła. Jeśli moje doświadczenie doktorantki mnie czegoś nauczyło to to żeby się nie poddawać. Zignorowałam wiec zakodowany zamek  i spróbowałam włożyć kluczyk w niepozorny górny zamek-i..  zadziałało! Okazuje się że dolny zamek w ogolę nie był potrzebny hehe.

Z ulgą otworzyłam drzwi i moim oczom ukazało się przytulne studio z obiecaną kanapą pod ścianą. Na kanapie czekał powitalny Lei z kwiatów. Przez uchylone drzwi do balkonu widać było bulwar prowadzący na plaże, wysokie palmy a w oddali- hawajskie wzgórza. Dopiero wtedy do mnie dotarło jaką jestem farciarą i że jestem na Ha-wa-jach (!) 😀   

*publiczne autobusy na Oahu są dość częste (co 15-20min), bilet jednorazowy:$2.5, całodniowy: $5.5

:::  Wieniec z kwiatów na powitanie, czyli tzw. Lei to chyba najsłynniejszy symbol Hawajów, doskonale reprezentujący ducha Aloha!:) ::: ::: Widok z mieszkanka Niko :::

::: Krótkie InstaStory z mieszkanka Niko :::

Mojego hosta poznałam dopiero popołudniem. Zadzwonił do mnie po pracy pytając czy chce iść z nim na… jogę 😛 Niko polecił mi zapisanie się na darmowy trial na tydzień, dzięki czemu do końca mojego pobytu zupełnie nieoczekiwanie mogłam się cieszyć jogą w profesjonalnym Hawajskim studiu..!

To był początek pięknej przygody (i przyjaźni).  Co jeszcze zawdzięczam Niko, czego nie doświadczyłabym wybierając hotel zamiast Couchsurfingu (CS)? 

Plusy mojego CS w Honolulu:

  • Po pierwsze, ale nie najważniejsze,  mieszkanie w samiutkim centrum Honolulu, tuż przy legendarnej plaży Waikiki.  

:::: Honolulu,Seaside Avenue. Przede mną budynek z moją pierwszą kanapą, a za mną przejście na słynną PLAŻę WAIKIKI!:D ::::

::: Plaża Waikiki: magiczne i surrealistyczne miejsce. W tle słynny krater wulkanu Diamond Head :::

  • bezcenne insiderowe tipy, czyli np. gdzie kupić amerykańską kartę sim do telefonu, gdzie jest najlepsza kawa i acai bowl (tutejszy smakołyk śniadaniowy)

::: Tylko na Hawajach- świeże mango jako przekąska do kawy! <3 :::

  •  coś co Marleny lubią najbardziej, czyli szalona jazda na 1000cc motorze Niko po wzgórzach Honolulu. Było to moje Hawajskie marzenie nr 1, a sama mogłabym wypożyczyć jedynie marny skuter ( po pierwsze ceny takich maszyn są zawrotne, po drugie moja licencja pozwala mi na jedyne 250cc…) 

  • profesjonalna wycieczka objazdowa po Honolulu i Pearl Harbour! Niko jest z zawodu przewodnikiem i zaprosił mnie na zobaczenie go w akcji. Pewnie zauważyliście że moje wyjazdy są zwykle ‘na dziko’ i raczej korzystam z wikipedii niż profesjonalnych przewodników więc było to ciekawe doświadczenie. 

 ::: Wycieczka! 😀 :::

::: Z Niko nie sposób się nudzić- nie ma to jak karaoke do przebojów tercetu egzotycznego, czy ‘ Na Hawajskich Piaskach’, kabaretu Pirania:) :::  

::: Niko w akcji :::

::: Pearl Harbour robi ogromne wrażenie – polecam! Na koniec wycieczki obowiązkowo zjedliśmy typowego amerykańskiego hotdoga z …kiszoną kapustą ::: 

::: Pomnik tuż nad miejscem zatopienia pancernika USS Arizona z 1,102 Marines na pokładzie podczas ataku Japońskich sił zbrojnych na Pearl Harbour 7grudnia 1941r . Wraku i ciał nigdy nie wydobyto :::

  • nieoficjalna wycieczka do bajecznego polskiego konsulatu podlać kwiatki bo Pani konsul jest na wczasach w Polsce (po podlaniu okazało się że połowa z nich jest plastikowa).  Biuro turystyczne Niko założyła Konsul RP Bożena Jarnot, z którą Niko pozostaje w przyjacielskich relacjach.  

::: Widok na Diamond Head z mieszkania-biura Pani Konsul. Eh, chyba wybrałam zły zawód :::

  • poznanie znajomych Niko, jako ze zapraszał mnie na doczepkę na liczne imprezy, m.in sandbar boat party czy beach party na północnym wybrzeżu zorganizowane przez tańczących z ogniem hipisów
  • kilka szalonych ale nie do końca legalnych rzeczy o których nie będę się tu rozpisywać ale chętnie opowiem osobiście

Minusy CS w Honolulu:

Mieszkanko Niko to studio gdzie w jednym pokoju było łózko, kanapa, domowe biuro i kuchnia więc prywatności było zero. Mnie to nie przeszkadzało bo okazało się że Niko jest strasznie fajną osobą i czułam się u niego jak w domu. W rezultacie anulowałam hostel i zostałam na dodatkowe 3 noce. 

Następnym punktem programu miała być sąsiednia wyspa- Kauai. Ostatnią noc w Honolulu przebalowałam z Niko i nowymi znajomymi, wróciłam do mieszkanka zabrać swój plecak i ruszyłam na lotnisko.

::: Między wyspami nie kursują promy – są za to linie lotnicze z całkiem przystępnymi cenami i częstymi lotami :::


Kanapa nr 2: Princeville, Wyspa Kauai

Kolejna wyspa- kolejna Couchsurfingowa przygoda. Muszę przyznać że widziałam wiele miejsc ale nigdy nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak Kauai. Dzikość, monumentalność stromych gór, wulkaniczne plaże, piękno i obfitość przyrody bez naturalnych drapieżników była …powalająca. Czułam się jak w Jurassic Park. Okazało się ze jest to wyspa wyjątkowo nie-turystyczna. Prawie nie ma tu publicznego transportu, zamiast rezortow i hoteli są rezydencje bogaczy.

:::Kauai epatuje epickością i magicznym klimatem zaginionego świata. Bardzo rzadko zdarza mi się przybyć do jakiegoś miejsca i stwierdzić ze już więcej nigdzie nie muszę się ruszać…  ::::

Mój kolejny host- Krishna jest Amerykaninem, którego rodzice byli hipisami i cale dzieciństwo spędził podróżując z nimi po całych Stanach. Jako że bez samochodu poruszać się po Kaiai jest trudno, Krish zaoferował ze odbierze mnie z lotniska (mimo ze jego dom jest na drugim krańcu wyspy!). Po drodze pokazał mi kilka punktów widokowych i jako że zaczynałam powoli odczuwać brak snu poprzedniej nocy, zabrał na kawę w lokalnej kawiarni.  

Plusy mojego CS na Kauai:

  • po raz kolejny przyszło mi mieszkać w najbardziej niesamowitym miejscu na wyspie, czyli tuż pod wybrzeżem Na Pali, z którego znane jest Kauai.  

::: Moja kanapa znajdowala sie w salonie z wyjsciem na taras z takim oto widoczkiem po przebudzeniu…  :::

  • Krish był niebywale uczynnym hostem. Rano robił pyszną kawę z profesjonalnego ekspresu i tosty z awokado, które zerwaliśmy nieopodal.   

::: Śniadanko z widokiem na ocean :::

::: W domu Krisha :::

 ::: Zrywanie awokado prosto z dzikiego drzewa :::

  •  Krish oprowadził mnie po okolicy, wskazując lokalne rośliny i ich zastosowania

::: Naturalny żel do twarzy, szampon i odżywka w jednym – super dla umęczonych słoną wodą i słońcem włosów:::   

::: Dzika Guawa- pycha! ::::

  • hitem tripa na Kauai okazało się jednak cos co jest niemożliwe do zorganizowania dla przeciętnego turysty- pływanie skuterem pod Na Pali! 😀  Oficjalnie- najbardziej niesamowita rzecz jaka kiedykolwiek zrobiłam i nie wiem jak to przebije. Skuter należał do przyjaciela Krishny i nie jest to typowy (ani legalny-ale ciii) sposób na oglądanie Na Pali. 

::: Jako że na co dzień jeżdżę motorem oraz pływałam kiedyś (raz) skuterem mojego kochanego taty po Bałtyku, stwierdziłam że przecież to nie może być takie trudne;) :::

Na pali można zobaczyć z lądu podczas hikingu (ale szlak jest obecnie zamknięty), z powietrza (przeloty helikopterem) albo z oceanu (ale fale są wysokie a skały niebezpieczne wiec turystów zwykle obwozi się dużymi statkami). 

:::  Wybrzeże Na Pali :O :::

::: Wciąż nie mogę uwierzyć że byłam tak blisko tych masywnych skał i mogłam poczuć na własnej skórze żywioł jakim jest ocean :::  

  • Kolejną ciekawostką była wskazówka Krishny, żeby korzystać z udogodnień pobliskiego rezortu. St. Regis jest tak odległy a Kaui tak mało turystyczna, że nikt nie będzie podejrzewał, że nie jestem jednym z gości 😉

::: Chill w St. Regis :::

::: Taras St.Regis – idealne miejsce do oglądania zachodów słońca :::

Minusy Couchsurfingu na Kauai:

Brzmi jak bajka…? No własnie nie do końca. Teraz was zaskoczę-Krish okazał się nie być w pełni zdrowy psychicznie. Zauważyłam że coś jest nie tak już podczas czatowania na CS ale jako wolontariuszka hipoterapii, miałam do czynienia z rożnymi przypadkami. Kiedy spotkałam Krishne na lotnisku w Kauai z początku wydawał się być po prostu trochę powolny. Dopiero po czasie zaczęłam zauważać dziwny powolny sposób mówienia i spokojne, nieobecne spojrzenie.   

  • Przez cały mój pobyt, Krish zasypywał mnie teoriami spiskowymi  i dziwacznymi faktami ze swojego życia. Niektóre z nich okazały się prawdziwe, ale większość była po prostu.. szalona. Krish twierdził np. że wielokrotnie widział kosmitów na Kauai, a sam nie może opuścić wyspy bo w przeszłości pracował dla DARPA (agencja wojskowa USA ds. technologii) i że zna za dużo ich sekretów. Jego ulubione tematy rozmów do porannej kawy to między innymi tajne eksperymenty genetyczne amerykańskiej armii, o których wie tylko on, czy technologie do czytania w myślach. Wszystko to wydawało się nieszkodliwe, oprócz jednego incydentu. Drugiego dnia Krish przyniósł z tarasu duży ciężki kamień i z uśmiechem na ustach stwierdził że ma on magiczną moc. Powiedział że czasem kamień ma dobry humor a czasem zły i żebym wtedy lepiej się do niego nie zbliżała, bo może być niebezpieczny.  

::: Krish uwielbiał dyskutować ze mną o neurotechnologiach:::

  • Krish okazał się być bardzo zaangażowanym hostem który miał za duż o wolnego czasu. Kiedy po samotnym hikingu grzecznie próbowałam mu wyjaśnić ze wolę chadzać swoimi ścieżkami, Krish się na mnie obraził … Jako ze zniosę wszystko (włącznie z groźbami magicznych kamieni) oprócz czyiś humorków, tego samego dnia wyprowadziłem się na kanapę nr 3- do przypadkowo poznanej couchsurferki Dahn i cieszyłem się Kauai w spokoju.    

Kanapa nr 4- Haleiwa, North Shore, Wyspa Oahu

Na ostatni weekend wróciłam na Oahu ale tym razem na północne wybrzeże, które jest o wiele spokojniejsze niż południe, gdzie leży Honolulu. Haleiwa ma urok małego, cichego hipsterskiego miasteczka i jest znana ze świetnych fal do surfingu.

Mój trzeci host – Ryan, zaskoczył mnie na dzień przed przyjazdem wysyłając mi wiadomość że tak właściwie to kanapa w jego domu będzie zajęta, ale jeśli chce to może mi odstąpić swojego podróżnego vana (takiego z pożądnym materacem do spania). Trochę byłam skołowana, ale akurat siedziałam w Tiki Barze z Dahn i ta zachęciła mnie żebym poszła na żywioł, bo przecież od tego jest podróżowanie.

::: Mój ‘dom’ ma następne 2 noce::: 

Przyleciałam na Oahu następnego dnia wieczorem. Ryan był tak miły że nie tylko odebrał mnie z przystanku autobusowego w Haleiwie żebym nie musiała szukać jego domu po ciemku ale tez od razu zabrał mnie na powitalne piwo do lokalnego baru. Głupio mi było powiedzieć nie, mimo ze jedyne o czym marzyłam to prysznic bo cały dzień przed lotem na Oahu jeździłam skuterem po Kauai w poszukiwaniu scenerii gdzie kręcili faktyczny Jurassic Park i byłam nieco zakurzona. Okazało się że chwile po tym jak skończyliśmy nasze jedno piwko zaczęła się happy hours: 1 piwko za 1 dolara… i tak przebalowaliśmy pół nocy, miałam okazje poznać masę miejscowych ludzi i zobaczyć jak się bawi północne Oahu.

Plusy CS w Haleiwie:

  • spanie w vanie okazało się świetną przygodą, materac był naprawdę wygodny a ja mogłam cieszyć się odrobina prywatnej przestrzeni po raz pierwszy od 1,5tyg! 🙂

  • przez to ze zostawiliśmy samochód pod barem, rano pojechaliśmy na kawę na uroczych rowerach (zdjęć brak -przed pierwszą kawą nie umiem normalnie funkcjonować) 

::: Widoczek z domu  Ryana ::: 

  • Ryan pokazał mi miasto i zabrał do fabryki desek surfingowych, gdzie jego kolega zrobił mi prywatną wycieczkę-  nie miałam pojęcia jak dużo specyficznej wiedzy potrzeba żeby zrobić dobrą deskę

::: Super oldschoolowe miejsce w Haleiwie z najdziwniejszą fabryką mydła jaką widziałam ::::

Minusy CS w Haleiwie

  • Jako że mieszkałam w vanie, musiałam korzystać z łazienki i prysznica w domu, co było dosyć niezręczne. Domownicy nie za bardzo rozumieli koncept CS i widać było że nie jestem tam do końca mile widziana. Zwłaszcza że do jednego z nich przyjechała w odwiedziny siostra (na moją obiecaną kanapę) wiec i tak było więcej ludzi niż zwykle. Ryan przyznał ze dawno nie miał couchsurferów i nawet nie uprzedził o mnie swoich współlokatorów.

Bonus – Laie houseparty i niespodziewana kanapa nr 5 nad oceanem

Ostatniego wieczora Niko zadzwonił zapytać jakie mam plany i ze muszę koniecznie wpaść na domówkę do Laie. Laie jest w zupełnie innym krańcu wyspy, oddalonym od Haleiwy o 1.5h  a ja z rana miałam samolot powrotny do Singapuru.  Dodał że jego znajoma będzie jechała rano do Honolulu do pracy wiec mnie podwiezie. Długo mnie nie musiał przekonywać, bo jego znajomych poznałam wcześniej i stwierdziłam ze fajnie będzie spędzić ostatni wieczór wśród ‘swoich’.  Spakowałam manatki z mojego vana, pożegnałam się z Ryanem i jego współlokatorami i wsiadłam w autobus do Laie…

::: Kanapa nad oceanem-  bez dwóch zdań najbardziej niesamowite miejsce w jakim przyszło mi przenocować-wśród szumu oceanu, grzejąc się pod kocykiem (to nie Singapur, w nocy można trochę zmarznąć)  :::

::: Rafa koralowa zamiast ogródka przed domem? Czemu nie :::: 

::: Orzeźwiająco chłodny poranek w Laie<3 :::


Mogę szczerze powiedzieć- misja wykonana. Hawaje okazały sue dla mnie oczyszczającym przeżyciem pełnym niezapomnianych przygód i widoków. Dzięki CS spotkałam najfajniejszych i najdziwniejszych ludzi, zrobiłam rzeczy o jakich mi się nigdy nie śniło*  i przekonałam się ze jednak jest na tym świecie zwykła ludzka życzliwość. Sami oceńcie czy dla was przygoda, nietypowe spotkania i unikalne doświadczenia są wystarczająca przeciwwagą dla ryzyka i niewygody coucha;) 

Jako że byłam w dość specyficznym stanie umysłu, przyznaję że miałam kilka ryzykanckich przygód, których tu nie opisałam bo nie pasowały do tematyki posta. Np? Samotna wspinaczka na zamkniętej trasie stromego klifu, problemy z amerykańską policją,  łapanie autostopa o 4 rano w środku dżungli i wiele innych..

Follow:
udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *