tropicalscientist

Posts by this author:

Festiwal Lampionów (Yee Peng Festival) | Północna Tajlandia

Festiwal Yee Peng w Chiang Mai obchodzony jest w pełni księżyca dwunastego miesiąca księżycowego w roku, co zwykle oznacza (plus-minus tydzień) połowę listopada.

Te niesamowite zdjęcia tysięcy lampionów wznoszących się ku nocnemu niebu to juz ikoniczny obrazek Chiang Mai – choc na miejscu dowiedziałam się ze to tylko cześć większego festiwalu – Loy Krathong! Loy Krathong to czas, w którym według wierzeń mieszkańców, rzeki są wypełnione w pełni, a księżyc jest najjaśniejszy. Czyli – idealny czas na intencje i życzenia na nowy rok manifestowane własnie poprzez wypuszczenie w niebo lampionu czy tzw Krathongu na rzekę (czyt.ponizej).

* “Loy” oznacza “unosić się”, a “krathong” to specjalna tajlandzka pływająca ozdoba. Tradycyjny krathong jest wykonany z przekroju pnia drzewa bananowego, który jest następnie zdobiony złożonymi liśćmi bananowca i kwiatami w  wymyślnych wzorach..

::: Wypuszczenie własnego lampionu i obserwowanie jak wznosi się do gory i dołącza do masy pomarańczowych punkcików było super przeżyciem! :::

::: Wypuszczjąc lampion powinno się pomyśleć życzenie/intencję na nowy rok :::

My akurat nie zdecydowałyśmy się na udział w tzw ‘masowym wypuszczeniu’ lampionów- głownie ze względu na to ze ma w nazwie ‘masowy’ i odbywa się poza miastem. Poza tym nie jest to tradycyjny sposobem obchodzenia tego święta ale raczej widowiskowa atrakcją zaprojektowana pod turystów. Zamiast tego zostałyśmy w miasteczku razem z lokalsami, którzy swoje latarnie wypuszczali przez całą noc nad rzeką/fosą otaczającą Stare Miasto. Pobliskie drzewa trochę to utrudniały, dlatego ja swoją wypuściłam z mostku:

Więcej Lampionów [ Galeria ] :

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


 Nocna Przechadzka po Chiang Mai

Cale miasteczko udekorowane jest rożnego rodzaju kolorowymi latarniami, lampkami i świecami, co daje niesamowicie magiczny klimat :

:::  Te male punkciki za świątynią to nie gwiazdy a lampiony wypuszczane w niebo non-stop przez kilka godzin  ::::

Jeden z placy Chiang Mai

Mniej więcej w centrum otoczonego murem miasta, w dzielnicy, w której dawni władcy Chiang Mai budowali swoje pałace, stoi pomnik “Trzech Króli” – króla Lanny:* Mengrai, założyciela Chiang Mai (pośrodku); jego dobrego przyjaciela, król Ramkamhaeng z Sukothai; i króla Ngam Muang z Payao. Zgodnie z legendą, trójka pracowała razem, aby wytyczyć miasto Chiang Mai. Pomnik jest traktowany jako i miejsce składania ofiar przez lokalnych mieszkańców.

* Chiang Mai było centrum królestwa Lanna, dopóki obszar ten nie został skolonizowany przez Birmę w 1558 roku, a następnie stopniowo włączany do Tajlandii od 1774 roku.

::: Turystyczna strona Chiang Mai – angielskie napisy, pizzy i nawet  kawiarnia z ‘Przyjaciół’ – Central Perk…  :::

Festiwal Latarni to cala seria wydarzeń i atrakcji, która rozgrywa się przez 3 dni jego trwania – m.in. konkurs piękności (?), tradycyjne pokazy tańca tajskiego, oficjalna “Yee Peng Parade” wokół bramy Tha Phae, muzyka na żywo i sesje rękodzielnicze.

Konkurs Piękności [ Galeria ]

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.


Rzeka Ping otaczająca stare miasto

::: Moj własny Krathong:) ! Czyli koszyczek z liści bananowych, kwiatów, kadzidełek i świeczek, który powinno sie wypuścić (/odpuścić -po ang. ‘let go’) na rzekę niczym wszystkie dolegliwości i nieszczęścia w poprzednim roku… Czego nie widać na zdjęciu to karaluchy i ogromne szczury buszujące dookoła owej rzeczki co trochę utrudniało zadanie. W rezultacie ja swoje zeszłoroczne nieszczęścia bardziej cisnęłam niż wypuściłam ale mam nadzieje ze się liczy;) ::::

::: Malownicze Krathongi płynące rzeczką wśród kolorowych latarni – bajka! ::: 


Zrobiłyśmy sobie nasze własne Kratongi!

Krathong można kupić bez problemu na jednym z wielu straganów ale my miałyśmy farta bo właścicielka naszego hostelu (-rodowita Chiang Maika) pokazała nam jak takie cudo można wyprodukować samemu:

::: My i nasze rękodzieło 😛 :::

 Robienie Kratonga[ Galeria ]

Ten pokaz slajdów wymaga włączonego JavaScript.

::: Szalone Krathongi dla mniej tradycyjnych;) :::

Follow:

Czarujące Chiang Mai | Północna Tajlandia

Chiang Mai był na mojej liście już od dłuższego czasu, głównie ze względu na festiwal lampionów ( >>> o którym już w następnym poście >>>). Jak zawsze, będąc już na miejscu znalazłem znacznie więcej niż się spodziewałem – to małe miasteczko w północnej Tajlandii jest po prostu prze-piękne:

I. NIEBYWALE KOLORY, ŚWIĄTYNIE I MAŁo-MIasteczkowy vibe

Spacerując bez celu po centralnej cześci (‘starym mieście’) napotkasz mniejsze i większe świątynie, ozdobione charakterystycznymi latarniami:

::: Na zewnątrz i wewnątrz świątyni :::

::: Stare miasto otoczone jest murami i fosą :::

:: Reklama niesławnych atrakcji turystyczne – królestwo tygrysów (gdzie tygrysy są ponoć odurzane narkotykami żeby bardziej przypominały domowe koty) i znane z National Geographic ‘wioska dlugich  szyi’ (przezywana tutaj  “ludzkim zoo”) :::

::: Uwielbiam(!) orzeźwiające kokosy, zwłaszcza po dłuższym spacerze w tropikalnym upale ::::

::: Niespodzianka! Oto co znalazłam chodząc po centrum szukając kawy ::: 

:::  Bliższe spojrzenie na największą świątynię w Chiang Mai :::

::: Niezapomniany moment – siedząc przed tym niesamowitym budynkiem, ciesząc się widokiem i pysznym kokosem ::::

::: Bardzo fajna inicjatywa w pobliżu świątyni – jeśli kiedykolwiek chciałeś spotkać i porozmawiać z buddyjskim mnichem, to idealna okazja! :::

II. Wszechobecne Memy

Specyficzne rzeźby i ornamenty w Chiang Mai to gotowe memy:)

:::  Smutny smok(?) i… słonio-wężo-jednorożec? Czemu nie ::::

::: Mój Supervisor i ja, kiedy proszę o więcej dni wolnych :::

III. Wycieczka do sanktuarium słoni 

::: Sanktuarium Słoni jest nieco dalej od miasta, ale podróż w czerwonym vanie (na zdjęciu powyżej) jest całkiem fajna ::

::: Tył vana jest otwarty, więc możesz cieszyć się widoczkami Chiang Mai, a potem dżungli! :::

Słonie w tym sanktuarium uratowane zostały przed przemysłem rozrywkowym i drzewnym (kiedy używanie słoni w branży pozyskiwania drewna stało się nielegalne, słoniowi trenerzy (mahouts) musieli znaleźć inne sposoby karmienia swoich podopiecznych. Większość z nich zwróciła się do branży turystycznej, która wiąże się z okrutnymi praktykami podczas tresury).

Co właściwie znaczy’ sanktuarium słoni’? Najważniejszym kryterium jest szacunek, z jakim traktowane są zwierzęta. W prawdziwym sanktuarium, słonie nie są zmuszane do niczego, wędrują po tym otwartym terenie całkiem swobodnie (co jest niesamowitym widokiem!). Słonie są pod opieką i otrzymują odpowiednie leczenie. Oczywiście, nie ma popychania, uderzania ani pętania słoni.

::: Przełamując lody bananami :::

IV. Najlepsza atrakcja: pyszne tanie jedzenko i masaże

Jestem dosyć znana w kręgu moich azjatyckich znajomych z nieprzepadania za azjatycką kuchnią. Jednak są pewne wyjątki, a tajskie jedzenie jest zdecydowanie jednym z nich!

Nie ma czegoś takiego jak za dużo mango sticky rice- czyli pysznego tradycyjego tajskiego deseru z kleistego ryżu, świeżego mango i mleka kokosowego.

::: Lody o smaku jednorożca (tylko w Tajlandii !:P) i naleśnik z mango -czy może być lepsze śniadanie? :;:

Lokalna sałatka z krewetkami, papają i kwiatkami jest fajna ale…

…  moim ulubieńcem i numer jeden w Tajlandii zawsze są i będą.. szybkie tosty z serem z tutejszej żabki <3 Kupić je można za około 3zł (podgrzanie na miejscu gratis) .

::: Menu masażowe ze standardowymi cenami (w tajskich bahtach) dla Chiang Mai i perfekcyjnym obrazem tego, jak się poczujesz po takiej sesji (100 tajskich bahtów = ~12zł) ::: 

W następnym odcinku >>> prawdziwy powód dla którego przyjechałam do Chiang Mai – magiczny festiwal lampionów

Follow:

Na Hawajskich… szlakach

“Nie potrzebuje terapii, potrzebuje trekkingu na Hawajach”

Dlaczego nikt mi nie powiedział, że Hawaje są tak świetnym miejscem na trekking…? Kojarzyłam je  raczej z pocztówkowymi plażami, tańcem hula  i ogólnym chilloutem w girlandzie z hawajskich kwiatów, popijając koktajle tiki. Okazuje się jednak, że Hawaje mają niesamowicie przygodowy klimat ! Przejażdżki konne wzdłuż klifów, nurkowanie, surfing, przeloty helikopterem nad płynącą lawa… to tylko kilka atrakcji które muszę spróbować nastopnym razem;) Dla mnie najbardziej z satysfakcjonujących i ukochanych atrakcji jest tylko i (az) trekking.

I. MAKAPU‘U POINT LIGHTHOUSE TRAIL

::: Dość łatwy szlak z utwardzoną ścieżką i niezwyklymi widokiem na ocean, widok na latarnię morską i szansa na wypatrzenie wielorybów:::

:::: <3 Ciemnoniebieski ocean po horyzont … ::::

::: Jak się tu znalazłam? Ponownie, dzięki Couchsurfingowi! Lokalna CSurferka  napisala dzień wcześniej na facebooku, że wybiera się do Makapu’u i ma 3 wolne miejsca w samochodzie :::

::: Na koniec wędrówki możesz zejść z  klifu, obczaić czarną lawę, ‘blowholes’ i czy ocean jest na pewno prawdziwy :::

::: Highlight dnia – naturalny basen pośród potężnych skal i głośnych fal roztrzaskujących sie nieopodal :::

::: Wejscie do następnego punktu widokowego: ‘Lanai Lookout’ :::

::: Jeśli nie masz ochoty na trekkingi- wycieczka samochodem poza Honolulu to atrakcja sama w sobie ::


II. KRATER KOKO, OAHU

Lepiej znany jako “Schody Koko Head” (lub “killer dla nóg”), to darmowy test wytrzymałości i wytrwałości,  gdzie zamiast zwyklego szlaku wspinasz sie stromo w górę, po opuszczonych dziś torach kolejowych. Szlak Koko Head to fajny i bardzo popularny szlak na Oahu, na ktorym mozna spotkac sporo tubylców z Honolulu, którzy zajeżdżają tu po pracy na trening (tak ,to te gazele wbiegające do gory w zawrotnym tempie, pośród pełznących na czworaka turystów).

Tory kolejowe to pozostałość po II wojny światowej- szczyt Koko był doskonałym miejscem do obserwacji zatoki. Wojsko wybudowało na szczycie bunkier i linie kolejowa do transportu ładunków i materiałów wybuchowych.

::: Na szczyt grzbietu prowadzi w sumie 1050 stopni :::

  ::: Co 100 stopni jest znak ile już za tobą. Ostatni odcinek jest dość stromy i wymagający ale nie ma lepszego uczucia niż zdobycie Koko Head o własnych nogach! :::

::: Cudowne grzbiety Hawajskich klifów z bliska-warto było!;) :::

:: ‘Tylko’ ~ 8000km do następnego ladu- Filipin 🙂 :::

::: Stary wojskowy bunkier na szczycie :::


III. CROUCHING LION HIKE, OAHU

Dostałam sie tu publicznym transportem z Haleiwy, który zajął mi 1,5 godziny, więc kiedy zobaczyłem, że szlak jest zamknięty – oczywiście nie miałam zamiaru zawrócić…

::: Szlak jest dość wyraźny, ale czasami  znika w gęstej zieleni, pozostawiając cię szukająca kawałków materiału przywiązanych do drzew, które wskazują w która strone isc. :::

::: Na początku są punkty, które są tylko ścianami kamieni i korzeni – na szczęście ktoś zostawił linę ::

::: Ta wędrówka okazała się bardziej epicka niż sobie wyobrażałam … ::::  

::: Wspiąć się mozna na sama górę  … i dalej! Szlak ciagnie sie takze wzdłuż grzbietu :::

::: Widoczek z gory -‘cieszy oko’ 😉 :::

::: Na ostatnim odcinku zrobiło się całkiem niebezpiecznie ::::

::: Dzika wycieczka! Teraz rozumiem, dlaczego szlak jest zamknięty. Zniakajaca ścieżka, zadnych balustrad, przepaście, – tylko ty i natura stromego, skalistego klifu -bylo bosko! ::::

Biorąc pod uwagę, że tym razem wspinalam sie sama, nie było nikogo na szlaku i nadciągała burza – walczyłem z myślami, w którym momencie powininam zawrócić (wizja schodzenia tą stromą, kamienistą w deszczu nie byla zbyt wesola).

::: Mamo jestem cala! Udalo sie! Zaczęło kropić a potem padać jak już byłam prawie na dole:::

::: Tam wazlam! 😀 Szczyt Crouching Lion  z dolu ::: 


IV. SZLAK OKOLEHAO, KAUAI

Jak już wiesz – nie robiłam zbyt wielu wędrówek na Kauai, bo najbardziej niesamowity widok mialam tuż za moim couchsurfingowym domem. Poza tym wyspa jest duzo mniej turystyczna niż Oahu i istnieje tylko podstawowy transport publiczny, więc trudniej było się dostac samemu na szlak. Po kilku dniach spędzonych na cieszeniu się plażą i miasteczkach na północnym wybrzeżu spotkałam Couchsurferke ze Stanow – Dahn i  razem wyruszylysmy na pobliski szlak – Okolehao.

::: Silska sprawa -świeże blotko to charakterystyczna cecha wędrówek na Kauai – najbardziej deszczowej z Hawajskich wysp ::::

::: Life-hack dla turystów na Kauai – na trekking zaloz swoje buty do ..pływania! 🙂 Szlak jest mokry i tak błotnisty, że i tak kazde inne buty zostaną zrujnowane, a później możesz je po prostu umyć w strumieniu :::

Więcej zdjęć z rajskiego Kauai w następnym poscie!

Follow:

Hawaje- podróż za jeden uśmiech, czyli jak spędziłam 2 tygodnie Couchsurfując przez Stan Aloha

::: Są 2 główne typy podróżowania:  w poszukiwaniu wygody i spokoju albo wręcz przeciwnie- dreszczyku emocji i przygód. To własnie z tym drugim, w zamian za wyjście ze swojej strefy komfortu w pakiecie dostajesz najlepsze historie do o powiadania;) :::

Mój wypad na Hawaje zaczął się jak zwykle od kupienia tanich biletów ‘na żywioł’  z duuużym wyprzedzeniem, bo w okolicach tej daty miałam konferencję naukową w Honolulu.  Nie spodziewałam się jednak turbulencji życiowych które w międzyczasie wywróciły moje życie do góry nogami. Jako że na smutki najlepiej mi zawsze robi ambitne wyzwanie i wyjście ze swojej strefy komfortu, stwierdziłam że to doskonały czas na danie Couchsurfingowi drugiej szansy.* 

Couchsurfing to portal społecznościowy który łączy podróżników z lokalsami- używany głównie do  zorganizowania zakwaterowania (tytułowego coucha,czyli kanapy) ale tez spotkań/eventów w danym mieście czy nawet aktualnych porad/zapytań apropos danego miejsca. Zwykle ludzie ,którzy oferują swoje kanapy sami podróżują i korzystają z kanap innych. W teorii masz więokazję zatrzymać się u kogoś za kompletnie darmo ale też możesz poznać osobę o podobnym, podróżniczym podejściu do życia i mnóstwem ciekawych historii do opowiedzenia. Taki lokals powie ci gdzie jest najlepsza kawa, jak się dostać na zamknięty szlak wspinaczkowy albo gdzie sa najlepsze nieturystyczne miejsca w okolicy.  Jest to jedyna w swoim rodzaju okazja by doświadczyć jak wygląda prawdziwe życie w danym miejscu. Ale! CS to nie darmowy hotel, to doświadczenie. Musisz pamiętać że jesteś gościem i twój pobyt będzie mocno zależał od nieznajomego u którego mieszkasz.  A to dlatego że zwykle oprócz miejsca do spania hości oferują znacznie więcej- swój czas i towarzystwo (w dobrym i złym tego słowa znaczeniu o czym ponizej).

*ostatni raz próbowałam Coucha w Australii i nie skończyło się to najlepiej…


Kanapa nr 1:  Honolulu, Wyspa Oahu

Moim pierwszym hostem miał być Nikodem, mieszkający w Honolulu od kilku lat, rozwijający swoją firmę turystyczną (polecam-klik!). Nie wiedziałam czego się spodziewać bo już dawno nie używałam CS, więc poprosiłam Niko o przechowanie mnie przez 2nocki, a na resztę planowanego pobytu w Honolulu zabukowałam hostel.

Przybyłam do Honolulu wczesnym rankiem, po 14h lotu, z ostatkami baterii w telefonie. Na szczęście wystarczyło żeby śledzić położenie mojego busa na mapie* .  Nikodem napisał mi dzień wcześniej swój dokładny adres i instrukcje gdzie znajdę klucz, bo on już o tej porze będzie w pracy (specjalna skrzynka pocztowa na parterze, nie pytać portiera;)). Nie wiem czemu ale byłam zdumiona że wszystko idzie tak gładko-  wysiadłam na dobrym przystanku, znalazłam wieżowiec i wspomnianą skrzynkę, kod do skrzynki zadziałał i klucze faktycznie tam były. Zadowolona z sukcesów wjechałam windą na odpowiednie piętro, podeszłam do odpowiednich drzwi a tam…ogromny zamek z kodem do wklikania… Spróbowałam kod z dołu – nic. Włożyłam klucz do zamka i spróbowałam przekręcić-nic. W międzyczasie bateria w telefonie oczywiście padła. Jeśli moje doświadczenie doktorantki mnie czegoś nauczyło to to żeby się nie poddawać. Zignorowałam wiec zakodowany zamek  i spróbowałam włożyć kluczyk w niepozorny górny zamek-i..  zadziałało! Okazuje się że dolny zamek w ogolę nie był potrzebny hehe.

Z ulgą otworzyłam drzwi i moim oczom ukazało się przytulne studio z obiecaną kanapą pod ścianą. Na kanapie czekał powitalny Lei z kwiatów. Przez uchylone drzwi do balkonu widać było bulwar prowadzący na plaże, wysokie palmy a w oddali- hawajskie wzgórza. Dopiero wtedy do mnie dotarło jaką jestem farciarą i że jestem na Ha-wa-jach (!) 😀   

*publiczne autobusy na Oahu są dość częste (co 15-20min), bilet jednorazowy:$2.5, całodniowy: $5.5

:::  Wieniec z kwiatów na powitanie, czyli tzw. Lei to chyba najsłynniejszy symbol Hawajów, doskonale reprezentujący ducha Aloha!:) ::: ::: Widok z mieszkanka Niko :::

::: Krótkie InstaStory z mieszkanka Niko :::

Mojego hosta poznałam dopiero popołudniem. Zadzwonił do mnie po pracy pytając czy chce iść z nim na… jogę 😛 Niko polecił mi zapisanie się na darmowy trial na tydzień, dzięki czemu do końca mojego pobytu zupełnie nieoczekiwanie mogłam się cieszyć jogą w profesjonalnym Hawajskim studiu..!

To był początek pięknej przygody (i przyjaźni).  Co jeszcze zawdzięczam Niko, czego nie doświadczyłabym wybierając hotel zamiast Couchsurfingu (CS)? 

Plusy mojego CS w Honolulu:

  • Po pierwsze, ale nie najważniejsze,  mieszkanie w samiutkim centrum Honolulu, tuż przy legendarnej plaży Waikiki.  

:::: Honolulu,Seaside Avenue. Przede mną budynek z moją pierwszą kanapą, a za mną przejście na słynną PLAŻę WAIKIKI!:D ::::

::: Plaża Waikiki: magiczne i surrealistyczne miejsce. W tle słynny krater wulkanu Diamond Head :::

  • bezcenne insiderowe tipy, czyli np. gdzie kupić amerykańską kartę sim do telefonu, gdzie jest najlepsza kawa i acai bowl (tutejszy smakołyk śniadaniowy)

::: Tylko na Hawajach- świeże mango jako przekąska do kawy! <3 :::

  •  coś co Marleny lubią najbardziej, czyli szalona jazda na 1000cc motorze Niko po wzgórzach Honolulu. Było to moje Hawajskie marzenie nr 1, a sama mogłabym wypożyczyć jedynie marny skuter ( po pierwsze ceny takich maszyn są zawrotne, po drugie moja licencja pozwala mi na jedyne 250cc…) 

  • profesjonalna wycieczka objazdowa po Honolulu i Pearl Harbour! Niko jest z zawodu przewodnikiem i zaprosił mnie na zobaczenie go w akcji. Pewnie zauważyliście że moje wyjazdy są zwykle ‘na dziko’ i raczej korzystam z wikipedii niż profesjonalnych przewodników więc było to ciekawe doświadczenie. 

 ::: Wycieczka! 😀 :::

::: Z Niko nie sposób się nudzić- nie ma to jak karaoke do przebojów tercetu egzotycznego, czy ‘ Na Hawajskich Piaskach’, kabaretu Pirania:) :::  

::: Niko w akcji :::

::: Pearl Harbour robi ogromne wrażenie – polecam! Na koniec wycieczki obowiązkowo zjedliśmy typowego amerykańskiego hotdoga z …kiszoną kapustą ::: 

::: Pomnik tuż nad miejscem zatopienia pancernika USS Arizona z 1,102 Marines na pokładzie podczas ataku Japońskich sił zbrojnych na Pearl Harbour 7grudnia 1941r . Wraku i ciał nigdy nie wydobyto :::

  • nieoficjalna wycieczka do bajecznego polskiego konsulatu podlać kwiatki bo Pani konsul jest na wczasach w Polsce (po podlaniu okazało się że połowa z nich jest plastikowa).  Biuro turystyczne Niko założyła Konsul RP Bożena Jarnot, z którą Niko pozostaje w przyjacielskich relacjach.  

::: Widok na Diamond Head z mieszkania-biura Pani Konsul. Eh, chyba wybrałam zły zawód :::

  • poznanie znajomych Niko, jako ze zapraszał mnie na doczepkę na liczne imprezy, m.in sandbar boat party czy beach party na północnym wybrzeżu zorganizowane przez tańczących z ogniem hipisów
  • kilka szalonych ale nie do końca legalnych rzeczy o których nie będę się tu rozpisywać ale chętnie opowiem osobiście

Minusy CS w Honolulu:

Mieszkanko Niko to studio gdzie w jednym pokoju było łózko, kanapa, domowe biuro i kuchnia więc prywatności było zero. Mnie to nie przeszkadzało bo okazało się że Niko jest strasznie fajną osobą i czułam się u niego jak w domu. W rezultacie anulowałam hostel i zostałam na dodatkowe 3 noce. 

Następnym punktem programu miała być sąsiednia wyspa- Kauai. Ostatnią noc w Honolulu przebalowałam z Niko i nowymi znajomymi, wróciłam do mieszkanka zabrać swój plecak i ruszyłam na lotnisko.

::: Między wyspami nie kursują promy – są za to linie lotnicze z całkiem przystępnymi cenami i częstymi lotami :::


Kanapa nr 2: Princeville, Wyspa Kauai

Kolejna wyspa- kolejna Couchsurfingowa przygoda. Muszę przyznać że widziałam wiele miejsc ale nigdy nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia jak Kauai. Dzikość, monumentalność stromych gór, wulkaniczne plaże, piękno i obfitość przyrody bez naturalnych drapieżników była …powalająca. Czułam się jak w Jurassic Park. Okazało się ze jest to wyspa wyjątkowo nie-turystyczna. Prawie nie ma tu publicznego transportu, zamiast rezortow i hoteli są rezydencje bogaczy.

:::Kauai epatuje epickością i magicznym klimatem zaginionego świata. Bardzo rzadko zdarza mi się przybyć do jakiegoś miejsca i stwierdzić ze już więcej nigdzie nie muszę się ruszać…  ::::

Mój kolejny host- Krishna jest Amerykaninem, którego rodzice byli hipisami i cale dzieciństwo spędził podróżując z nimi po całych Stanach. Jako że bez samochodu poruszać się po Kaiai jest trudno, Krish zaoferował ze odbierze mnie z lotniska (mimo ze jego dom jest na drugim krańcu wyspy!). Po drodze pokazał mi kilka punktów widokowych i jako że zaczynałam powoli odczuwać brak snu poprzedniej nocy, zabrał na kawę w lokalnej kawiarni.  

Plusy mojego CS na Kauai:

  • po raz kolejny przyszło mi mieszkać w najbardziej niesamowitym miejscu na wyspie, czyli tuż pod wybrzeżem Na Pali, z którego znane jest Kauai.  

::: Moja kanapa znajdowala sie w salonie z wyjsciem na taras z takim oto widoczkiem po przebudzeniu…  :::

  • Krish był niebywale uczynnym hostem. Rano robił pyszną kawę z profesjonalnego ekspresu i tosty z awokado, które zerwaliśmy nieopodal.   

::: Śniadanko z widokiem na ocean :::

::: W domu Krisha :::

 ::: Zrywanie awokado prosto z dzikiego drzewa :::

  •  Krish oprowadził mnie po okolicy, wskazując lokalne rośliny i ich zastosowania

::: Naturalny żel do twarzy, szampon i odżywka w jednym – super dla umęczonych słoną wodą i słońcem włosów:::   

::: Dzika Guawa- pycha! ::::

  • hitem tripa na Kauai okazało się jednak cos co jest niemożliwe do zorganizowania dla przeciętnego turysty- pływanie skuterem pod Na Pali! 😀  Oficjalnie- najbardziej niesamowita rzecz jaka kiedykolwiek zrobiłam i nie wiem jak to przebije. Skuter należał do przyjaciela Krishny i nie jest to typowy (ani legalny-ale ciii) sposób na oglądanie Na Pali. 

::: Jako że na co dzień jeżdżę motorem oraz pływałam kiedyś (raz) skuterem mojego kochanego taty po Bałtyku, stwierdziłam że przecież to nie może być takie trudne;) :::

Na pali można zobaczyć z lądu podczas hikingu (ale szlak jest obecnie zamknięty), z powietrza (przeloty helikopterem) albo z oceanu (ale fale są wysokie a skały niebezpieczne wiec turystów zwykle obwozi się dużymi statkami). 

:::  Wybrzeże Na Pali :O :::

::: Wciąż nie mogę uwierzyć że byłam tak blisko tych masywnych skał i mogłam poczuć na własnej skórze żywioł jakim jest ocean :::  

  • Kolejną ciekawostką była wskazówka Krishny, żeby korzystać z udogodnień pobliskiego rezortu. St. Regis jest tak odległy a Kaui tak mało turystyczna, że nikt nie będzie podejrzewał, że nie jestem jednym z gości 😉

::: Chill w St. Regis :::

::: Taras St.Regis – idealne miejsce do oglądania zachodów słońca :::

Minusy Couchsurfingu na Kauai:

Brzmi jak bajka…? No własnie nie do końca. Teraz was zaskoczę-Krish okazał się nie być w pełni zdrowy psychicznie. Zauważyłam że coś jest nie tak już podczas czatowania na CS ale jako wolontariuszka hipoterapii, miałam do czynienia z rożnymi przypadkami. Kiedy spotkałam Krishne na lotnisku w Kauai z początku wydawał się być po prostu trochę powolny. Dopiero po czasie zaczęłam zauważać dziwny powolny sposób mówienia i spokojne, nieobecne spojrzenie.   

  • Przez cały mój pobyt, Krish zasypywał mnie teoriami spiskowymi  i dziwacznymi faktami ze swojego życia. Niektóre z nich okazały się prawdziwe, ale większość była po prostu.. szalona. Krish twierdził np. że wielokrotnie widział kosmitów na Kauai, a sam nie może opuścić wyspy bo w przeszłości pracował dla DARPA (agencja wojskowa USA ds. technologii) i że zna za dużo ich sekretów. Jego ulubione tematy rozmów do porannej kawy to między innymi tajne eksperymenty genetyczne amerykańskiej armii, o których wie tylko on, czy technologie do czytania w myślach. Wszystko to wydawało się nieszkodliwe, oprócz jednego incydentu. Drugiego dnia Krish przyniósł z tarasu duży ciężki kamień i z uśmiechem na ustach stwierdził że ma on magiczną moc. Powiedział że czasem kamień ma dobry humor a czasem zły i żebym wtedy lepiej się do niego nie zbliżała, bo może być niebezpieczny.  

::: Krish uwielbiał dyskutować ze mną o neurotechnologiach:::

  • Krish okazał się być bardzo zaangażowanym hostem który miał za duż o wolnego czasu. Kiedy po samotnym hikingu grzecznie próbowałam mu wyjaśnić ze wolę chadzać swoimi ścieżkami, Krish się na mnie obraził … Jako ze zniosę wszystko (włącznie z groźbami magicznych kamieni) oprócz czyiś humorków, tego samego dnia wyprowadziłem się na kanapę nr 3- do przypadkowo poznanej couchsurferki Dahn i cieszyłem się Kauai w spokoju.    

Kanapa nr 4- Haleiwa, North Shore, Wyspa Oahu

Na ostatni weekend wróciłam na Oahu ale tym razem na północne wybrzeże, które jest o wiele spokojniejsze niż południe, gdzie leży Honolulu. Haleiwa ma urok małego, cichego hipsterskiego miasteczka i jest znana ze świetnych fal do surfingu.

Mój trzeci host – Ryan, zaskoczył mnie na dzień przed przyjazdem wysyłając mi wiadomość że tak właściwie to kanapa w jego domu będzie zajęta, ale jeśli chce to może mi odstąpić swojego podróżnego vana (takiego z pożądnym materacem do spania). Trochę byłam skołowana, ale akurat siedziałam w Tiki Barze z Dahn i ta zachęciła mnie żebym poszła na żywioł, bo przecież od tego jest podróżowanie.

::: Mój ‘dom’ ma następne 2 noce::: 

Przyleciałam na Oahu następnego dnia wieczorem. Ryan był tak miły że nie tylko odebrał mnie z przystanku autobusowego w Haleiwie żebym nie musiała szukać jego domu po ciemku ale tez od razu zabrał mnie na powitalne piwo do lokalnego baru. Głupio mi było powiedzieć nie, mimo ze jedyne o czym marzyłam to prysznic bo cały dzień przed lotem na Oahu jeździłam skuterem po Kauai w poszukiwaniu scenerii gdzie kręcili faktyczny Jurassic Park i byłam nieco zakurzona. Okazało się że chwile po tym jak skończyliśmy nasze jedno piwko zaczęła się happy hours: 1 piwko za 1 dolara… i tak przebalowaliśmy pół nocy, miałam okazje poznać masę miejscowych ludzi i zobaczyć jak się bawi północne Oahu.

Plusy CS w Haleiwie:

  • spanie w vanie okazało się świetną przygodą, materac był naprawdę wygodny a ja mogłam cieszyć się odrobina prywatnej przestrzeni po raz pierwszy od 1,5tyg! 🙂

  • przez to ze zostawiliśmy samochód pod barem, rano pojechaliśmy na kawę na uroczych rowerach (zdjęć brak -przed pierwszą kawą nie umiem normalnie funkcjonować) 

::: Widoczek z domu  Ryana ::: 

  • Ryan pokazał mi miasto i zabrał do fabryki desek surfingowych, gdzie jego kolega zrobił mi prywatną wycieczkę-  nie miałam pojęcia jak dużo specyficznej wiedzy potrzeba żeby zrobić dobrą deskę

::: Super oldschoolowe miejsce w Haleiwie z najdziwniejszą fabryką mydła jaką widziałam ::::

Minusy CS w Haleiwie

  • Jako że mieszkałam w vanie, musiałam korzystać z łazienki i prysznica w domu, co było dosyć niezręczne. Domownicy nie za bardzo rozumieli koncept CS i widać było że nie jestem tam do końca mile widziana. Zwłaszcza że do jednego z nich przyjechała w odwiedziny siostra (na moją obiecaną kanapę) wiec i tak było więcej ludzi niż zwykle. Ryan przyznał ze dawno nie miał couchsurferów i nawet nie uprzedził o mnie swoich współlokatorów.

Bonus – Laie houseparty i niespodziewana kanapa nr 5 nad oceanem

Ostatniego wieczora Niko zadzwonił zapytać jakie mam plany i ze muszę koniecznie wpaść na domówkę do Laie. Laie jest w zupełnie innym krańcu wyspy, oddalonym od Haleiwy o 1.5h  a ja z rana miałam samolot powrotny do Singapuru.  Dodał że jego znajoma będzie jechała rano do Honolulu do pracy wiec mnie podwiezie. Długo mnie nie musiał przekonywać, bo jego znajomych poznałam wcześniej i stwierdziłam ze fajnie będzie spędzić ostatni wieczór wśród ‘swoich’.  Spakowałam manatki z mojego vana, pożegnałam się z Ryanem i jego współlokatorami i wsiadłam w autobus do Laie…

::: Kanapa nad oceanem-  bez dwóch zdań najbardziej niesamowite miejsce w jakim przyszło mi przenocować-wśród szumu oceanu, grzejąc się pod kocykiem (to nie Singapur, w nocy można trochę zmarznąć)  :::

::: Rafa koralowa zamiast ogródka przed domem? Czemu nie :::: 

::: Orzeźwiająco chłodny poranek w Laie<3 :::


Mogę szczerze powiedzieć- misja wykonana. Hawaje okazały sue dla mnie oczyszczającym przeżyciem pełnym niezapomnianych przygód i widoków. Dzięki CS spotkałam najfajniejszych i najdziwniejszych ludzi, zrobiłam rzeczy o jakich mi się nigdy nie śniło*  i przekonałam się ze jednak jest na tym świecie zwykła ludzka życzliwość. Sami oceńcie czy dla was przygoda, nietypowe spotkania i unikalne doświadczenia są wystarczająca przeciwwagą dla ryzyka i niewygody coucha;) 

Jako że byłam w dość specyficznym stanie umysłu, przyznaję że miałam kilka ryzykanckich przygód, których tu nie opisałam bo nie pasowały do tematyki posta. Np? Samotna wspinaczka na zamkniętej trasie stromego klifu, problemy z amerykańską policją,  łapanie autostopa o 4 rano w środku dżungli i wiele innych..

Follow:

SUMATRA | dzikie orangutany, dżungla i wioseczka Bukit Lawang… w 1 dzień

Zobaczenie orangutanów na wolności marzyło mi się już od pewnego czasu. Można to zrobić w kilku miejscach na Borneo lub Sumatrze, ale Bukit Lawang jest jednym z najłatwiejszych (i najtańszych) do dostania się. Wystarczy krótki lot z Singapuru do Medan i kilka godzin jazdy samochodem, aby znaleźć się w samym środku dżungli na Sumatrze:

Jedyne, co wcześniej zorganizowaliśmy, to przelot i zakwaterowanie na 1 noc*. Yup- 1 (jedną!) noc :). Z założnia miał to być krótki i intensywny wypad weekendowy. Wyruszyliśmy w sobotę rano żeby dotrzeć do Bukit Lawang późnym wieczorem. Całą niedzielę spędziliśmy na miejscu a wyjechaliśmy tego samego dnia około północy, aby po całonocnej podróży, w poniedziałek rano wrócić do pracy w Singapurze! 🙂

* Przejazd z lotniska w Medanie i trekking po dżungli pozwoliliśmy sobie zorganizować przez nasz hostel **

**Polecam! On The Rocks to kilka dwu-osobowych bungalowów pośród dżungli, tuż obok wioski, a właściciele są bardzo mili (pytajcie o zniżki na trekking;) )

Jeśli ciekawi was budżet takiej wyprawy, my za wszystkie te przyjemności zapłaciliśmy odpowiednio (za osobę):

  • przelot z Singpuru: ~200PLN, domek w dżungli: ~27PLN, przejazd samochodem z Medanu (w obie strony): ~82PLN, 1-dniowy trekking: ~178PLN


I. WELCOME TO THE JUNGLE!

Startując z Bukit Lawang możesz zrobić różne trekkingi po dżungli, w zależności od tego ile masz czasu (opcje to od 3 godzin do 3 tygodni). My wybraliśmy się na 1-dniowy “Trekking Kurczaka” (standardowa cena za osobę to 45 euro, w tym profesjonalny przewodnik, pozwolenie, świeże owoce i lunch). Wycieczka rozpoczyna się o 9.00 rano (oficjalnie, bo dla nas zaczęła się ‘mniej więcej po śniadaniu jak już wszyscy się wygrzebali”) i trwa około 5 godzin. Powiedziałbym, że wymagany poziom sprawności to średni – tempo jest dość szybkie, a dżungla nie jest płaska (niespodzianka!), więc trzeba wspinać się w górę i w dół przez las.

Zazwyczaj nie lubię być prowadzona przez przewodników ale tutaj dżungla jest gęsta i nie ma wyraźnego „turystycznego”szlaku.

::: Nasz lokalny przewodnik od czasu do czasu zatrzymywał się żeby pokazać nam drzewo, małpę albo ptaka :::

::: Thomas Leaf Monkey, małpka endemiczna dla północy Sumatry! Widzieliśmy ich całe bandy nie tylko w dżungli, ale też później w wiosce :::

Dżungla, Thomas Monkeys i gigantyczne mrówki były fajne, ale właściwy powód dla którego tu przybyliśmy to ci goście :

Znane z charakterystycznego czerwonego futra, orangutanynajwiększym ssakiem nadrzewnym,  Długie, potężne ręce i chwytające dłonie i stopy pozwalają im  z łatwością poruszać się po gałęziach. Te niezwykłe małpy dzielą z nami 96,4% genów i są wysoce inteligentnymi stworzeniami.

Nazwa orangutan oznacza “człowiek z lasu” w języku malajskim.  Żywią się dzikimi owocami, takimi jak liczi, smaczeliny(?) i figi, a wodę wysiorbują z dziur w drzewach.  W nocy śpią w swoich nadrzewnych gniazdach, a w ciągu dnia odpoczywają (całkiem fajny lifestyle, prawda?). Dorosłe orangutany mogą ważyć nawet 90 kg.

Orangutany borneańskie i sumatrzańskie różnią się nieznacznie wyglądem i zachowaniem. Orangutany sumatrzańskie mają dłuższe owłosienie na twarzy i podobno bliższe więzi społeczne niż ich kuzyni z Borneo. Orangutany borneańskie za to częściej schodzą z drzew i poruszają się po ziemi. Niestety oba gatunki doświadczyły gwałtownych spadków w populacji. Jeszcze sto lat temu orangutanów było ponad 230 000, tymczasem szacuje się że obecnie orangutanów borneańskich jest a około 104 700 (zagrożone) a sumatrzańskich tylko 7 500 (krytycznie zagrożone) [źródło i więcej o orangutanach]

Moim największym zaskoczeniem było, gdy po śniadaniu nie mogąc się doczekać wymarszu w głąb dżungli, zastanawiałam się, czy będziemy mieć farta żeby zobaczyć przynajmniej jedenego dzikiego orangutana. Wtedy mój kolega, niewzruszony, stwierdził, że spoko, on już jednego widział niedaleko naszych bungalowów! Popędziliśmy na miejsce a tam … mama orangutan ze swoim maluszkiem! Popatrzyła na nas, zgarnęła swoje bobo i jak gdyby nigdy nic poszła sobie dalej w dżungle (bobo bardziej się turlało niż szło – co udokumentowałam na moich insta story highlights). To było jedno z najbardziej niesamowitych momentów w stylu “właśnie-dlatego-podróżujesz” 😀 .

Po tym epizodzie spotkaliśmy jeszcze kilka innych małp.  Przewodnicy dobrze znają orangutany żyjące wokół Bukit Lawang i wiedzą gdzie je znaleźć. Widzieć je z tak bliska w ich naturalnym środowisku bez płotów i klatek było dosyć magicznym doświadczeniem.  Orangutany z natury są przyjazne, ale kiedy napotkaliśmy ogromną samicę która zeszła do nas z drzewa, kazano nam zachować większy dystans. Ponoć Mina słynie z agresywności w stosunku do ludzi*, więc przewodnicy przekupują ją bananami**.

* nie bez powodu- Mina ma złe wspomnienia związane z ludźmi.  Jako mała małpka była przymusowo odłączona od matki i trzymana w niewoli, gdzie nie była dobrze traktowana (więcej tutaj).

** jest to jedyny wyjątek – przewodnicy nie karmią zwierząt w dżungli żeby ich nie udomowić – widzieliśmy za to jak nasz przewodnik nakarmił siebie gigantyczną mrówką wzbudzając podziw u chłopaków i piski obrzydzenia u dziewczyn.

::: Mama orangutan i jej bejbi:::

::: Przerwa na owocki :::


II. TUBE-RAFTING

Trekking kończy się, gdy dojdziesz do rzeki:

Za dodatkowe 10 euro, możesz spłynąć do wioski na pontonach (opcjonalnie). To nie tylko superzabawa, bo rzeka jest momentami bardzo porywista ale też okazja żeby zobaczyć i podziwiać dżunglę z zupełnie nowej perspektywy. Jak wygląda taki spływ widać przez kilka sekund mojego filmiku (klik).

Widok z pontona:

::: Przybycie do wioski i koniec przygody w dżungli -chlip:::

::: Wioseczka Bukit Lawang :::


III. WIECZoRny spacer po wiosce BUKIT LAWANG

Nie mając nic innego do roboty, poszliśmy przejść się po wiosce, podpatrzeć jak żyją lokalsi.

:::Budka z Bakso – głownego powodu dla którego Michao podróżuje do Indonezji :::

::: ‘pyszne’ Bakso w całej okazałości :::

::: Romantyczne widoczki :::

::: Mosty! Najbardziej widowiskowe i przerażające obiekty w wiosce – nie tylko nie wyglądają zbyt solidnie ale też trzeba patrzeć pod nogi, bo często brakuje nawet kilku kładek pod rząd, a dno rzeki kilka metrów poniżej jest płytkie i kamieniste:::

::: Zmierzch w wioseczce :::

Nadal nie mogę uwierzyć, że zrobiliśmy to wszystko w ciągu 1 dnia! Nie taki kiepski pomysł na weekend, prawda …?

Krótki filmik z wyprawy: 

 

Follow:

Kamienny Las | CHINY

Nasza drużyna skurczyła się po raz kolejny, ostałam się tylko ja, Michał i Jeremy. Reszta wycieczki wybrała wcześniejszy lub inny lot do domu. My zdecydowaliśmy, że do Singapuru wylecimy wieczorem, więc mieliśmy jeszcze cały dzień w Kunming. Rezolutny Michao wpadł na pomysł, że możemy odwiedzić pobliską atrakcję turystyczną klasy AAAAA (! 🙂 ) – Kamienny Las! Okazało się że dostać się tam można całkiem wygodnym autobusem z lotniska Kunming w 1.5godz.

Kamienny Las: Turystyczny vs Tajemniczy

Kamienny Las to niebywały zbiór wapiennych formacji o powierzchni około 500 km2 (!), położony w autonomicznym okręgu Shilin Yi, prowincja Yunnan,  około 90 km od Kunming w Chinach. Ten ogromny obszar dzieli się na kilka sektorów (Greater & Lesser Stone Forests, Naigu Stone Forest itp), ale część turystyczna jest dość rozpoznawalna.

Prawie nikt nie zapuszcza się dalej niż kilka popisowych miejsc przy wejściu. Większość ludzi po prostu kupuje dodatkowy bilet na objazd dookoła minibusem. My wybraliśmy tańszą, przygodową opcję, czyli  wędrowanie po kamiennym lesie bez celu i planu, próbując się w nim zgubić.  Wchodząc w głąb zaledwie 100 metrów od głównych ścieżek, mieliśmy ‘las’ dla siebie!

::: Trudno uchwycić to na zdjęciu, ale te skały są naprawdę wysokie! :::

::: Jeremy i Michal w lewym dolnym rogu dla skali  :::

Wysokie skały wydają się wyrastać z ziemi w sposób nieco przypominający stalagmity, gdzieniegdzie wyglądając jak skamieniałe drzewa, tworząc w ten sposób iluzję ‘lasu z kamienia’. Uważa się, że te formacje, spowodowane erozją wapienia, mają ponad 270 milionów lat (!). Od 2007 roku dwie części terenu, Naigu Stone Forest i Suogeyi Village zostały wpisane na listę światowego dziedzictwa UNESCO.

::: Michał- kameleon doskonały :::

MIŁOSNA LEGENDA – zaliczona.

Wygląda na to, że każde turystyczne miejsce w Chinach ma własną legendę o (nieszczęśliwej/niespełnionej) miłości. Kamienny Las nie może być gorszy! Według legendy, jest miejscem narodzin Ashimy (阿诗玛), pięknej dziewczyny z ludu Yi. Kiedy zakochej dziewczynie odmówiono poślubienia wybrananka, ta zamieniła się w kamień, który wciąż nosi jej imię.

::: Jeremy zamieniony w skałę… :::

Żegnajcie CHINY!

Po całym dniu chodzenia wąskimi przesmykami między kamulcami, złapaliśmy ostatni autobus na lotnisko w Kunming, zabraliśmy nasze torby z przechowalni bagażu i zaczekinowaliśmy się na nasz późno-wieczorny samolot. Kamienny Las zdecydownie polecamy jeśli będziecie w okolicy!

:::Tablica informacyjna : “Ostatni autobus jest o 18 i wypadek samochodowy jest dobrowolny”:::

 

Follow: